PODRÓŻ DO AZJI
Poprzedni | Następny
2006 PODRÓŻ DO AZJI
spacer akustyczny po sektorze wietnamskim Stadionu X-lecia
Co setny war­szawiak jest Wiet­nam­czykiem, Azjaci są jednak sym­bolicz­nie nieobecni w homogenicznym mieście. Projekt Podróż do Azji – spacer akustyczny po wiet­nam­skim sek­torze Jar­marku Europa powstał latem 2006 roku między innymi. w odpowiedzi na tę niewidzialność. Spacer nawiązywał z jednej strony do idei miej­skiej włóczęgi [dérive], z drugiej zaś do muzeal­nych wizyt ze słuchawką przy uchu. Podroż rozpoczynała się w lewobrzeżnej części miasta, na wprost Muzeum Narodowego, na stacji PKP War­szawa Powiśle. Widzowie rejestrowali się w specjalnym stanowisku check-​in, w którym otrzymywali bilety, odtwarzacz mp3, mapę trasy z punktami, w których należało włączyć kolejne utwory, kraciastą torbę z towarem oraz 5 tys. wiet­nam­skich dongów. Wybierali się w podroż parami, co pół godziny. Pierw­szy etap polegał na prze­prawieniu się pociągiem spod muzeum na stację War­szawa Stadion. Przejazd zajmował zaled­wie trzy minuty, ale właśnie wtedy rozpoczynał się proces innego per­cypowania rzeczywistości, nad­dawania jej wyobrażonego, obcego, świadomie egzotycz­nego wymiaru, uzupełnionego przez nagrany komen­tarz pol­skich Wietnamczyków na temat otaczającej rzeczywistości. Pociąg, którym jechał widz, po prze­kroczeniu Wisły wbijał się pomiędzy stragany sek­tora wiet­nam­skiego. Kiedy po pra­skiej stronie rzeki pojawiały się pierw­sze zabudowania, łatwo było dostrzec, że w niczym nie przypominają one lewobrzeżnej War­szawy. Dachy stoisk, chaotyczność alejek, bujna roślinność upodobniały je do suburbiów azjatyc­kich miast, budowanych pośpiesznie, bez planów architek­tonicz­nych i dobrych materiałów. Mały Wiet­nam, przy którym zatrzymywał się po chwili pociąg, to płynny, ulegający ciągłym przeobrażeniom świat, który mógł w każdej chwili zniknąć, dlatego tworzenie mapy tego obszaru było co naj­mniej dziwne. Przejeżdżając przez Wisłę, widz przekraczał wyimaginowaną granicę europejsko-azjatycką. W nagraniu mp3 pojawiał się wtedy wiet­nam­ski komunikat, który słyszą lądujący w Hanoi pasażerowie. Po opusz­czeniu pociągu widz szedł prowadzącą w dół alejką pomiędzy pomiesz­czeniami magazynowymi. Po 300 metrach docierał do baru Dững Phờ. Był to jeden z lokali najdłużej otwar­tych na Stadionie, czynny do 16.00, gdzie schodzą okoliczni pracow­nicy po zamknięciu pawilonów. Zawisł tu feministyczny plakat Alisy Ahn Kot­mair, artystki wiet­nam­skiej z Berlina, przedstawiający wydekoltowaną kobietę palącą papierosy. Do dziś publiczne palenie przez kobietę jest uważane w Azji za nie­takt. Zresztą nie trudno zauważyć, że do baru przychodzą głównie mężczyźni, i że to oni dominują w towarzyskiej prze­strzeni publicz­nej. Następnym przy­stan­kiem był plac pod wiaduk­tem, miej­sce spotkań tak zwanych „taksówkarzy” przewożących towary na metalowych wózkach, ina­czej zwanych „uwagami” – od jedynego słowa, które znają po polsku i które powtarzają, przeciskając się po wąskich alej­kach, krzycząc – „uwaga!, uwaga!”. Taksówkarzami zostają ci, którzy dopiero przyjechali do Polski i mają ogromne długi do spłacenia.

Po odnalezieniu stoiska 105, oddaniu jego właścicielowi torby z towarem, widz szukał alejki z barami, w której czekali na niego aktywiści wiet­nam­scy – Ton Van Anh i Robert Krzysztoń. W indywidualnej roz­mowie opowiadali o genezie pobytu Wietnamczyków w Polsce, opresjach, działaniach ambasady i wietnamskich służb specjal­nych, depor­tacjach czar­terowych i spektakularnych karierach. Dalej trasa wiodła do wypożyczali filmów Băng Sinh Vien. Ukryty za drzwiami z harmonijki sklep oferował seriale na VHS, musicale, albumy i płyty, malow­nicze kopie kopii, sub­stytut szczęścia dla wielu żyjących tęsknotą Wietnamczyków. Dalej na lekkim wzniesieniu mieścił się sklep Mai Thái prowadzący sprzedaż produktów spożywczych: od zupek instant, przez różne rodzaje tofu, trawy cytrynowe i liście cytryny, imbir, ryż, kar­damon, grzyby, sosy, mrożone owoce morza. Bank­not o nominale 5tys dongów rozwiązywał podróżującemu i właścicielowi sklepu języki, a fałszywe pieniądze zyskiwały wartość transakcyjną. Wresz­cie na obrzeżach tar­gowiska widz odnajdywał cen­trum kul­tury wiet­nam­skiej Thang Long i wiecznie zieloną Pagodę. Świątynia jest miniaturą konfucjańskiej pagody na jednej nodze z Hanoi, poświęconej Bud­dzie Współczucia. Urocze plastikowe chryzan­temy, nenufary, drzewka i kwiaty kwitną tu cały rok. Pagoda powstała w ciągu kilku dni, bez zezwoleń na budowę, nie ist­nieje w rejestrach, podob­nie jak wielu jej konstruktorów.

Projekt Podróż do Azji odwoływał się do idei uprawiania turystyki we własnym mieście. Turysta jako ktoś obciążony chorobą „turyzmu”: voyeuryzmu, alienacji, bierności czy bezmyślności, był doskonałym materiałem na przy­znanie się do swojej ignoran­cji. Lek­tura świata z punktu widzenia Wietnamczyków mieszkających w Warszawie czyniła podróżującego współodpowiedzialnym za kształtowaną rzeczywistość.  Inscenizacja podróży po Jar­marku Europa posłużyła jako mechanizm naruszenia rzeczywistości, odwrócenia relacji mniejszość-większość, zacytowania codzien­nych gestów Wietnamczyków (prze­trans­por­towania kraciastej torby z towarem, kupienia soku mango, odwiedzenia Pagody). Kiedy ekipy telewizyjne chciały nakręcić relację z Podróży do Azji, pytały się: „gdzie ten projekt?”, „co filmować?”. Okazywało się, że akcja bar­dziej osadzona jest w wyobraźni odbiorców aniżeli w realności, w doświadczeniu innej rzeczywistości, która, choć nie­widzialna, jest w zasięgu ręki.

produkcja: Fundacja Sztuki ARTERIA

 

współpraca: Jakub Królikowski, Adam Sienkiewicz